Czy da się zbudować język z prefabrykatów?

Nauka języka przypomina budowę domu: słownictwo to pojedyncze cegły, które łączą się ze sobą przy pomocy zaprawy murarskiej, którą jest gramatyka.

Powyższa metafora obrazuje sposób, w jaki zazwyczaj postrzegamy języki obce. W lingwistyce określa się to dychotomią gramatyczno-słowniczą, a jej teoretyczne podłoże stanowi zasada kompozycyjności, która mówi, że znaczenie całości jest funkcją znaczeń części i sposobu ich złączenia.

Jest to atomistyczna wizja natury języka: język jako sprawna maszyna, której działanie można poznać poprzez rozłożenie i ponowne złożenie wszystkich elementów.

Minusy dychotomii

Ten paradygmat może być przydatny podczas analiz naukowych, jednak jego zastosowanie w nauczaniu rodzi konfuzje:

  1. Wiedza prezentowana w ten sposób jest fragmentaryczna i często abstrahuje od kontekstu.
  2. Skupiając się na gramatyce i słownictwie uczymy się języka, który jest teoretycznie możliwy (fr. langue), a nie tego, który jest używany w praktyce (fr. parole).
  3. Niepożądane kalki językowe i tłumaczenie w głowie mogą mieć swoje źródło właśnie w tej logice.
Na gruncie naukowym zasadę kompozycyjności podważył filozof J. L. Austin zauważając, że kiedy przy stole pytamy po angielsku Is there any salt?, tak naprawdę wyrażamy prośbę Please give me some salt. 

Znaczenie znajduje się więc poza wyrażeniem, a nie wewnątrz jego, stąd koncept ten nosi nazwę aktów pozawyrażeniowych (ang. illocutionary acts).

Na dychotomii bazuje nie tylko metoda gramatyczno-tłumaczeniowa, ale też niektóre dostępne na rynku fiszki i większość popularnych aplikacji mobilnych do nauki języków. Skutki jej użycia dobrze podsumowuje anegdota przytoczona przez twórcę kanału YouTube do nauki brazylijskiego wariantu języka portugalskiego, Philipe Brazucę [tłum. własne]:

Bardzo często spotykam osoby, które mówią mi, że uczą się portugalskiego. Wtedy dopytuję: „Aha, czyli pewnie jesteś w stanie już coś powiedzieć?” A one na to: „Nieee… bo wiesz, na ten moment uczę się nazw owoców…”

Ukryta moc kolokacji

We wczesnych latach 90. lingwista Michael Lewis przedstawił niedychotomiczną filozofię nauczania, którą nazwał podejściem leksykalnym.

Podejście leksykalne kładzie nacisk na naukę kolokacji, czyli często używanych zestawień słów. W swojej książce The Lexical Approach: The State of ELT and a Way Forward Lewis rozszerza to pojęcie i proponuje termin kawałków leksykalnych (ang. lexical chunks). Odwołując się do przywołanej na początku artykułu metafory domu, kawałki leksykalne Lewisa można porównać do modułów czy prefabrykatów, które stanowią gotowe elementy konstrukcyjne.

Oto kilka przykładów kawałków leksykalnych w języku angielskim dla lepszego zrozumienia, czym są (aby nie zanudzić czytających ich formalną definicją i klasyfikacją):

• On the other hand
• The day after tomorrow
• Just a moment
• Have you ever (been / seen / tried)?
• What are you (doing / saying / looking for)?

Jak to działa w praktyce?

Implementacja podejścia leksykalnego powinna opierać się na selektywnym grupowaniu wyrazów i zwracaniu uwagi na to, które się ze sobą „lubią”. W tym celu można wykorzystać narzędzie, którym są tablice kolokacyjne.

Przykładowe tablice kolokacyjne
[źródło: The Lexical Approach, p. 126]

Lewis zwraca też uwagę, że niektóre wyrazy mają wysoką moc generatywną (ang. generative power; innymi słowy są podstawowy budulcem zdań), dlatego pomocna jest analiza typowych schematów leksykalnych, które te wyrazy zazwyczaj tworzą.

Przykładowe schematy leksykalne
[źródło: The Lexical Approach, p. 126]

Obserwacje Lewisa są spójne z badaniami z zakresu kognitywistyki: jeden z najczęściej cytowanych artykułów w dziedzinie psychologii dowodzi, że ze względu na ograniczone możliwości pamięciowe chunking jest domyślnym sposobem przechowywania informacji przez ludzki mózg, który automatycznie grupuje informacje, aby móc później nimi łatwiej zarządzać.

Zmiana metafory

Podejście leksykalne niesie ze sobą dwie ważne implikacje. Po pierwsze, jak zauważa Lewis, język jest raczej osobistym zasobem aniżeli idealizacją i abstrakcją. Oznacza to, że leksyka każdej z nas różni się w zależności od potrzeb i kontekstu socjoekonomicznego, w którym funkcjonujemy. Uwzględnienie tego jest kluczowe w procesie nauczania.

Po drugie, zdaniem Lewisa podstawową jednostką komunikacji jest tekst, a nie pojedyncze zdania. Formą organizacji języka jest więc dyskurs (komunikaty pisemne lub mówione używane w różnych dziedzinach życia), a co za tym idzie leksykalna konsekwencja (ang. coherence) w obrębie całego komunikatu jest co najmniej tak samo ważna jak gramatyczna spójność (ang. cohesion).

W duchu tego drugiego postulatu Lewis przytacza cytat innego lingwisty, Williama Rutherforda, który atomistycznej wizji języka-maszyny przeciwstawia holistyczną wizję języka-organizmu [tłum. własne]:

Istnieje inny wymiar języka, który bynajmniej nie przypomina maszyny. Język ulega nieustannym zmianom i ciągle się rozwija. Wzrost ten jest w istocie nie machinalny, lecz organiczny. A zatem, choć język posiada cechy, które przywodzą na myśl maszynę, jest w nim też coś, co bardzo zgrabnie można porównać do organizmu.

Dodaj komentarz