Kiedy publiczna edukacja zawodzi, wiele z nas kieruje się do prywatnych szkół językowych. Każda szkoła stara się wyróżnić na rynku, którego strukturę od czasów genialnej Joan Robinson nazywa się konkurencją monopolistyczną. Pomimo różnic, wiele placówek komercyjnych operuje w podobnym modelu, promując tzw. podejście komunikacyjne: gdyby stworzyć chmurę tagów na podstawie ich ofert, terminy jak ‘konwersacja’ czy ‘native speaker’ najpewniej byłyby napisane największym fontem.
Niedotrzymana obietnica nowoczesności?
Jednym z prekursorów współczesnego podejścia komunikacyjnego był Maximilian Berlitz, który na przełomie XIX i XX wieku rozwinął i zmonetyzował własną metodę nauki języków, tzw. metodę bezpośrednią. Wzorem Berlitza podejście komunikacyjne opiera się na kilku założeniach:
- aktywizacja uczniów, nacisk na język mówiony i powszechne wykorzystanie technik konwersacji,
- unikanie tłumaczeń z języka na język i użycie pantomimy do dekodowania niezrozumiałych słów i wyrażeń,
- dążenie do językowej imersji i preferowanie rodzimych użytkowniczek języka w roli lektorek,
- operowanie wskaźnikami efektywności mierzącymi czasy wypowiedzi: STT i TTT (ang. Student / Teacher Talking Time), gdzie tego pierwszego powinno być więcej niż drugiego.
Tak zwane nowoczesne techniki istotnie różnią się od tych wykorzystywanych przez tradycyjne metody, jednak jak zauważa metodyczka Vera Birkenbihl, niektóre problemy pozostają te same. Krytyka podejścia komunikacyjnego może być dwutorowa. Po pierwsze, wypowiedzi nauczyciela często są niedostosowane do poziomu uczniów i niezrozumiałe. Dobrze pasuje tu sugestywna fraza, która kwestionuje ślepą wiarę w imersję: „tonący nie nauczy się pływać”.
Po drugie, forsowanie wczesnej produkcji językowej często wywołuje niepewność i stres oraz może skutkować nienaturalną wymową (gdzie błędy są dodatkowo powielane w konwersacjach w parach). Frustrację potęguje odległy punkt odniesienia, jakim jest perfekcyjna kompetencja językowa rodzimych użytkowników.
Crush it like Krahsen
W latach 80. lingwista Steven Krashen we współpracy z dydaktykiem i teoretykiem edukacji Tracym Terrellem rozwinął alternatywne podejście i przedstawił jego zasady w publikacji The Natural Approach: Language Acquisition in the Classroom. Podejście naturalne Krashena podziela wiele z punktów widzenia metod komunikacyjnych, ale różni się od nich w trzech krytycznych obszarach:
- zamiast aktywizacji akcentuje zrozumiałość,
- w miejsce językowej produkcji stawia na recepcję,
- warunki bezpieczeństwa i empatii uważa za ważniejsze od postulatu imersji.

Od i do i+1
Centralną rolę w teorii Krashena odgrywa hipoteza wkładu językowego (ang. input hypothesis) i związana z nią koncepcja zrozumiałego wkładu (ang. comprehensible input). Zgodnie z nimi rozwój kompetencji językowych przebiega stopniowo, poprzez przyswajanie adekwatnych treści językowych. Jest to spójne z regułą Goldilocks (ang. Goldilocks principle), która mówi, że każdy rozwój przebiega w warunkach, które są „w sam raz”, ani zbyt łatwe, ani zbyt trudne.
Założenie teoretyczne: w myśl input hypothesis dzięki ekspozycji na zrozumiały wkład możemy przejść z poziomu i do poziomu i+1 (gdzie, używając oryginalnej notacji z The Natural Approach, i symbolizuje dotychczasową, a +1 nową wiedzę językową). Przykład: jeśli rozumiemy 70% materiału, to dzięki kontekstowi możemy nabyć część informacji zawartych w pozostałych 30%. Nasz zasób powiększa się w miarę jak proces ten się powtarza.
Milczenie jest złotem
Zdaniem Krashena edukacja językowa powinna opierać się przede wszystkim na umiejętnościach receptywnych, jak słuchanie i czytanie. Mówienie (czyli output) jest w jego rozumieniu celem, a nie środkiem nauki (jej skutkiem, a nie przyczyną): wyłania się samoistnie w procesie nabywania języka i nie należy go forsować, dopóki nie czujemy, że jesteśmy gotowi.
Oznacza to, że jest rzeczą całkowicie normalną, jeśli w pierwszych miesiącach nauki wspomagamy się pierwszym językiem, a w obcym mówimy mało albo wcale. Początkowy okres milczenia (ang. silent period) jest wręcz wskazany, aby osłuchać się z językiem i wyrobić w sobie intuicję tego, jak on działa. Proces ten dobrze obrazuje relacja noblisty w dziedzinie literatury, J. M. Coetzee, zawarta w jego autobiograficznej powieści Chłopięce lata. Sceny z prowincjonalnego życia [tłum. własne]:
Z wyjątkiem Koloredów nie miał się z kim bawić. Robił z nimi łódki ze strąków nasion i puszczał je w dół kanałów irygacyjnych. Ale był jak istota niema: wszystko przekazywał na migi, czasami czuł, że zaraz wybuchnie z powodu rzeczy, których nie był w stanie powiedzieć. Aż pewnego dnia nagle otworzył usta i okazało się, że mówi, mówi płynnie i z łatwością, bez konieczności zastanawiania się. Do dziś pamięta, jak wpadł na swoją matkę, wykrzykując: „Posłuchaj! Mówię w afrikaans.”
Don’t you worry ’bout a thing
Krashen sporo uwagi poświęca też motywacji, którą łączy z emocjami. Twierdzi, że ważną rolę w procesie nauki odgrywa filtr afektywny (ang. affective filter): negatywne stany takie jak strach czy wstyd znacznie ograniczają przyswajanie wiedzy, ponieważ filtr afektywny jest wówczas „nałożony”; właściwe nastawienie jest niezbędne, aby go „zdjąć”. Korzyści wynikające z niskiego poziomu stresu są dwuwymiarowe: chętniej sięgamy po kolejne materiały, a nabyta wiedza jest głębsza i pozostaje z nami na dłużej.
Podejście na miarę XXI wieku?
W przeciwieństwie do mainstreamowego podejścia komunikacyjnego podejście naturalne pozwala uczniom pozostać stroną pasywną. Nie zmusza ich do wypowiedzi i nie wywołuje paniki wynikającej z niezrozumienia tego, co jest mówione. Jednocześnie jest wolne od mozołu metod tradycyjnych, a w dobie powszechnego dostępu do autentycznych materiałów multimedialnych (tekst, audio, video) o różnej tematyce i w niemal każdym języku jego implementacja jest łatwiejsza niż kiedykolwiek.