Ebbinghaus i Pareto: dwie często mylnie interpretowane krzywe

Włóż pakiet fiszek do pierwszej przegródki. Zacznij quiz. Wyciągnij fiszkę, udziel odpowiedzi i sprawdź, czy odpowiedź jest prawidłowa. Jeśli tak, włóż fiszkę do drugiej przegródki. Jeśli nie, zostaw fiszkę w pierwszej przegródce. Teraz rozpocznij quiz w drugiej przegródce. Po każdej poprawnej odpowiedzi fiszka wędruje do trzeciej przegródki, a w przeciwnym razie wraca do pierwszej przegródki… fiszki.pl [frag. adaptowany celem większej zwięzłości]
Uruchom wyszukiwarkę i wpisz «1000 najpopularniejszych wyrazów w języku…» […] Te wyrazy to będzie Twoja baza […] Wydrukuj sobie listę i po prostu się jej naucz.
— M. Grzesiak, Fast Languages

Porady jak te powyżej krążą w sieci, są rozpowszechniane na zasadzie marketingu szeptanego i urosły niemal do miana miejskich legend. Choć wychodzą od właściwych założeń i starają się poskromić chaos procesu nauki, w rzeczywistości tylko pozornie ją systematyzują. Kolokwialnie mówiąc, „robią z igły widły”. Dlaczego? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się koncepcjom, na których się opierają, a następnie temu, jak po drodze zostały one wypaczone.

Pierwsza winieta: krzywa zapominania (Ebbinghausa)

Postulat powtarzania wiedzy w odstępach czasu ma swoje korzenie w XIX-wiecznych badaniach niemieckiego psychologa Hermanna Ebbinghausa. Na podstawie jego analiz można sformułować trzy podstawowe wnioski dotyczące zależności pomiędzy ilością zapamiętanych informacji a upływem czasu:

  1. Po zakończeniu nauki następuje szybki spadek ilości zapamiętanych informacji.
  2. Przypomnienia odtwarzają ślad pamięciowy.
  3. Spadek ilości zapamiętanych informacji po kolejnych powtórzeniach jest coraz wolniejszy.

Na obserwacjach Ebbinghausa bazują dzisiejsze techniki powtarzania w odstępach (ang. spaced repetition systems, skr. SRS) i wykorzystujące je aplikacje, które za pomocą specjalnego algorytmu starają się przypomnieć użytkownikowi informacje na krótko przed ich zapomnieniem (np. Anki).

Druga winieta: zasada 80/20 (Pareta)

Popularna teza mówiąca o tym, że określona liczba słów (najczęściej podawany jest tysiąc) wystarczy, aby porozumiewać się w języku obcym ma swoje uzasadnienie w teorii włoskiego ekonomisty, Vilfredo Pareto. Na początku XX wieku Pareto zauważył, że 80% ludności Włoch zamieszkuje 20% terytorium tego kraju.

Rozszerzeniem tej obserwacji jest ciągły rozkład prawdopodobieństwa, w statystyce zwany rozkładem Pareta. Rozkład Pareta dobrze opisuje m.in. częstość występowania słów w tekstach. Paul Pimsleur, autor metody Pimsleura, powołuje się na szacunki, które mówią, że w języku angielskim:

  • 100 słów odpowiada za 50% treści tekstów,
  • 500 słów odpowiada za 67% treści tekstów,
  • 1000 słów odpowiada za 75% treści tekstów,
  • 3000 słów odpowiada za 85% treści tekstów,
  • 5000 słów odpowiada za 98% treści tekstów.

Jak to działa w praktyce?

Spostrzeżenia Ebbinghausa i Pareta mają szerokie zastosowanie w procesie dydaktyki, jeśli nie interpretuje się ich zbyt dosłownie. Na gruncie zasady 80/20 zbudowane są m.in. kontrolowane języki naturalne (ang. controlled natural languages, skr. CNL), takie jak Basic English, w którym prowadzona jest alternatywna wersja językowa Wikipedii o nazwie Simple English. Według tego samego klucza, dobry nauczyciel powinien dostosowywać używane przez siebie słownictwo do poziomu uczniów lub, jak postuluje Blaine Ray, twórca metody TPRS, trzymać je w ryzach (ang. staying in bounds). Wreszcie, w myśl krzywej zapominania, nigdy nie należy brać za pewnik, że raz wprowadzony wyraz zostanie od razu zapamiętany (tu warto wskazać choćby technikę layeringu, czyli nakładania warstw, sugerowaną przez Michela Thomasa).

Co ciekawe, obie przedstawione idee są ze sobą kompatybilne. Przykładowo, wiele osób uczących się języków używa aplikacji SRS do powtarzania list najczęściej występujących słów. O ile w innych sytuacjach może mieć to sens (np. jeśli uczymy się do kartkówki lub planujemy występ w „Jeden z dziesięciu”), o tyle jeśli patrzymy na język w sposób całościowy, jest to rozwiązanie suboptymalne, zarówno od strony efektywności, jak i motywacji.

Reject modernity, embrace tradition

Mechaniczne powtórki i uporządkowane listy mogą być niewskazane z kilku powodów.

Po pierwsze, częstość występowania słów jest wbudowana w język (zauważa to również Pimsleur, używając określenia «naturalne częstości», ang. natural frequencies). Oznacza to, że czytając dowolną książkę lub słuchając praktycznie każdego podcastu w przeważającej części napotykamy właśnie na owe legendarne tysiąc słów. Sztuczne ich wydzielanie mija się więc z celem. Co więcej, konsumując wspomniane autentyczne treści (książka, podcast) otrzymujemy naturalne częstości, które lepiej odpowiadają naszym pasjom, a nie są zwykłym uśrednieniem wszystkich tekstów w danym języku. Na koniec tego punktu zauważmy również, że każde z tysiąca słów występuje z różną częstością. Przykładowo, setne słowo z listy jest znacznie „ważniejsze” niż to tysiączne. Automatyzując proces, traktujemy je na równi, tym samym niepotrzebnie spłaszczając naszego „Pareto”.

Po drugie, tworząc uporządkowane listy, wyrywamy słowa z kontekstu (tutaj pisałem, dlaczego nie należy tego robić). Język to nie tylko słowa, ale również m.in. kolokacje, gramatyka i wymowa. Każdego z tych elementów możemy się uczyć w sposób tradycyjny lub poprzez indukcję (przykłady, ekspozycję na treści, itp). Koncentrując się na liście słów, ograniczamy dostęp do obu tych wariantów.

Po trzecie, nauka list słów zajmuje czas, kojarzy się z obowiązkiem i jest zwyczajnie nudna. A to dlatego, że traci ona osobisty charakter i nie ma już w sobie nic z odkrywania i przygody. Tymczasem jedna z konkluzji autorów książki Make It Stick, którzy obalają popularne mity dotyczące edukacji, mówi że [tłum. własne]:

Uczenie się jest skuteczniejsze, kiedy wiedza ma sens, kiedy to, co abstrakcyjne, staje się konkretne i spersonalizowane.

Po czwarte, obok powtarzalności (ang. repetition), równie ważnym, jeśli nie ważniejszym, czynnikiem sukcesu jest nowość (ang. novelty). Tej nie dostarczy nam żadna lista ani (prosty) algorytm. Pimsleur wskazuje, że to właśnie nowość przyciąga naszą uwagę i cytuje neurofizjologa, H. W. Magouna [tłum. własne]:

Powtarzalność jest podstawą nie zapamiętywania, lecz przyzwyczajenia, a ono ma raczej negatywny wpływ na proces nauki. Oczywistym jest zatem, że to nowość, a nie powtarzanie jest matką wiedzy.

Dodaj komentarz