Wszystkie odcienie akcentu

„Aby uzyskać nieskazitelnie czyste przedstawienie byka, Picasso musiał przejść przez wszystkie etapy pośrednie.” — Fernand Mourlot

Mówienie bez akcentu to coś, do czego aspiruje większość uczących się, a naturalna wymowa rodzimych użytkowników traktowana jest jak słynny wzorzec metra z Sèvres. Wydaje się więc, że jest to gra z rodzaju „wszystko albo nic” i nie ma tu miejsca na półśrodki. W rzeczywistości takie podejście jest nie tylko niezdrowe z psychospołecznego punktu widzenia, ale też niewłaściwe z perspektywy fonologii, czyli nauki o dźwiękach.

W jednym z wcześniejszych wpisów poparłem tezę, że forsowanie wczesnej produkcji jest niewskazane. Jak to zwykle bywa, zdania na ten temat są podzielone. Mówienie „od pierwszego dnia” jest promowane przez wiele programów językowych i szkół, które nierzadko opierają na  tym całą swoją strategię marketingową. Po drugiej strony barykady znajduje się między innymi istniejąca od blisko stu lat metoda Assimil, której kursy dzielą się na dwie fazy: impregnacji i aktywacji.

Jednym z argumentów na poparcie sugestii, że z mówieniem nie trzeba się śpieszyć jest fakt, że, jak za chwilę zobaczymy, wymowa nie jest zero-jedynkowa, lecz ciągła i wielowymiarowa (zarówno na poziomie pojedynczych głosek, jak i ich połączeń). Co więcej, rozwój mowy u dzieci przebiega stopniowo, w regularnych fazach i trudno jest przyśpieszyć którąkolwiek z nich. Sam akcent także jest raczej kwestią stopnia i rodzaju niż istnienia (bądź braku). To wszystko niesie za sobą dwa podstawowe wnioski:

  • Po pierwsze, jako że ludzka mowa jest niezwykle złożona, warto zachować ostrożność, kiedy ktoś twierdzi, że, jak za naciśnięciem magicznego przycisku, da się już na starcie poprawnie artykułować słowa w języku obcym.
  • Po drugie, nie istnieje dobra lub zła wymowa, istnieje tylko lepsza lub gorsza wymowa. A ponieważ lepsze jest wrogiem dobrego, wystarczająco dobra wymowa może być wszystkim, czego potrzebujemy.
Odkładając akcent na swoje miejsce

W jednym z badań zapytano nierodzimych użytkowników języka angielskiego o ocenę akcentu u native speakerów, a następnie poproszono ich o dokonanie transkrypcji wysłuchanej wypowiedzi, mierząc tym samym stopień jej zrozumienia. Jak pokazały wyniki, można być postrzeganą jako osoba z mocnym akcentem, a jednocześnie całkowicie zrozumiałą, ale nie działa to w drugą stronę: osoby niezrozumiałe zawsze będą oceniane jako posiadające mocny akcent.

Samogłoskowe RGB

Jak powszechnie wiadomo, w języku polskim występuje osiem samogłosek: ustne /a/, /e/, /i/, /o/, /u/, /y/ oraz nosowe /ą/ i /ę/. Choć każda z sześciu samogłosek ustnych wydaje się jedyna w swoim rodzaju, w rzeczywistości wszystkie zajmują określone miejsce na trzech osiach: płaska–okrągła, przednia–tylna, otwarta–zamknięta (gdzie pierwszy wymiar reprezentuje ułożenie ust, a drugi i trzeci – ułożenie języka, odpowiednio w poziomie i pionie; w przypadku spółgłosek sytuacja jest analogiczna, choć osie są inne). Podobnie jak w modelu przestrzeni barw RGB, w zależności od tego, jak ustawimy każdy z tych trzech „suwaków”, uzyskamy inny dźwięk. Oznacza to, że nie ma dwóch takich samych /a/ i nie ma dwóch takich samych /e/. Możliwych pozycji języka (teoretycznie) jest nieskończenie wiele, czego dowodem angielskie /æ/ znajdujące się pomiędzy naszym /a/ i /e/.

Czy to pozwala na pełną dowolność wymowy? Nie, ponieważ ma tu zastosowanie zasada kontrastu: tak jak odróżniamy żółty od pomarańczowego, nawet jeśli nie jesteśmy wskazać punktu, w którym jeden staje się drugim, tak samo odróżniamy /a/ od /e/, choć tworzą one podobne spektrum. Innymi słowy, to nie absolutne wartości, a różnice między nimi są istotne przy definiowaniu głosek. Ferdinand de Saussure, uważany za ojca współczesnej lingwistyki, opisał to zjawisko za pomocą metafory pociągu [tłum. własne]:

Pociąg z Genewy do Paryża o 8:25 jest każdego dnia ten sam, nawet jeśli skład wagonów zmienia się w poszczególnych dniach. Jeśli pociąg się spóźnia, ciągle jest to ten sam pociąg, nawet jeśli spóźnia się on codziennie. Co się liczy to to, że jest to inny pociąg niż ten z Genewy do Paryża o 11:32 i ten o 8:25 z Genewy do Mediolanu.

Aby zobrazować zasadę kontrastu, Gabriel Wyner w książce Fluent Forever podaje przykłady koreańskiego, w którym występuje spółgłoska znajdująca się pomiędzy /t/ i /d/ oraz japońskiego, który nie posiada rozróżnienia na głoski /r/ i /l/. W tym miejscu można też wymienić  polskie /ó/, które historycznie różniło się w wymowie od „zwykłego” /u/, jednak z czasem różnica ta zanikła.

Rozkład dźwięków /r/ i /l/ w percepcji przeciętnego mieszkańca Stanów Zjednoczonych (z lewej) i Japonii (z prawej)
[źródło: G. Wyner, Fluent Forever, str. 62]
Ciekawostka

Różnice w interpretacji głosek nie muszą mieć charakteru akustycznego. Mogą być też motywowane wizualnie. Fascynującym tego przykładem jest efekt McGurka, który ujawnia, że integrowanie informacji słuchowych i wzrokowych przez mózg może generować błędy poznawcze.

Niedoskonała segmentacja

Szachownica Adelsona to jedno z najpopularniejszych złudzeń optycznych: dwa szare pola przedstawione na prostej ilustracji wydają się różnić, choć w rzeczywistości ich odcienie są jednakowe. Podobne (tylko nieco mniej spektakularne) iluzje występują w fonetyce: pojedyncze głoski mogą być wymawiane różnie, w zależności od tego, obok jakich innych głosek się znajdują. Klasycznym przykładem jest udźwięcznienie: bezdźwięczne /ś/ w wyrazie «prośba» brzmi jak dźwięczne /ź/, ponieważ znajduje się w towarzystwie dźwięcznego /b/. Procesem odwrotnym jest ubezdźwięcznienie: dźwięczne /w/ w wyrazie «śliwka» brzmi jak bezdźwięczne /f/, ponieważ znajduje się w towarzystwie bezdźwięcznego /k/.

Efekt nie zawsze jest równie oczywisty i czasami wymaga bardziej zaawansowanych technik. Jedną z nich jest elektropalatografia (EPG), która za pomocą elektrod bada kontakt języka z podniebieniem twardym. Dzięki EPG wykazano na przykład, że spółgłoska /n/ jest artykułowana inaczej w każdej z par: /nl/, /ln/, /nr/, /rn/.

Wyniki EPG dla par spółgłoskowych /nl/, /ln/, /nr/, /rn/. Grafiki przedstawiają podniebienie twarde podczas artykulacji każdej z par. Kolory czarny, szary i biały oznaczają, że na skutek kontaktu języka z podniebieniem elektrody aktywowały się w odpowiednio 80-100%, 40-80% i 0-40% przypadków.
[źródło: D. Recasens]

Jakie to ma znaczenie?

Zarówno analogia modelu RGB, jak i szachownicy Adelsona dowodzą, że wymowa jest rzeczą wielowymiarową, a zarazem relatywną. Każdy język ma inne ustawienia (samo)głoskowych „suwaków” i preferuje inne kombinacje (spół)głosek. A to tylko wierzchołek góry lodowej: języki różnią się między sobą także intonacją, tempem, rytmem, długością sylab czy położeniem akcentu wyrazowego.

Czy musimy to wszystko wiedzieć zanim zaczniemy mówić w języku obcym? Zdecydowanie nie! Warto natomiast najpierw się z językiem osłuchać i zwracać uwagę na jego osobliwości. Trzeba też odrzucić perfekcję, gdyż ta, jak widać na powyższych przykładach, nie istnieje.

Wreszcie, należy mówić „po mału”, zaczynając od prostszych wypowiedzi i stopniowo, lecz bez pośpiechu, przechodzić do tych trudniejszych. Po to, aby przyzwyczaić nasz aparat mowy do nowych ustawień, innych niż te „fabryczne”.

Take your time & trust the process

W latach 70. lingwiści tacy jak D. Slobin i R. Brown zaczęli badać proces nauki pierwszego języka przez dzieci i odkryli uderzające podobieństwa. Wykazali, że niezależne od języka dzieci na całym świecie przechodzą przez te same etapy rozwoju:

  • zaraz po urodzeniu niemowlęta głównie płaczą [przyp. ok, do tego nie było trzeba badań]
  • po 6 tygodniach bobasy zaczynają gaworzyć, a w kolejnych miesiącach dziecięce bełkotanie zaczyna coraz bardziej naśladować standardowe wzorce intonacji
  • około roku po urodzeniu dzieci wypowiadają swoje pierwsze słowa
  • w drugim i trzecim roku życia dziecięcy repertuar rozszerza się kolejno o dwu-wyrazowe wypowiedzi, proste odmiany słów oraz podstawowe mechanizmy pytania i negacji
  • w piątym roku życia dzieci są w stanie budować złożone konstrukcje, a dziesięcioletnie dziecko dysponuje w pełni dojrzałą mową

Choć mechanizm nauki języków obcych u dorosłych znacząco różni się od mechanizmu nauki rodzimego języka u dzieci, to również przechodzi przez podobne fazy. Już na początku XX wieku psycholog Lew Wygotski teoretyzował, że rozwój odbywa się wyłącznie w tak zwanej strefie najbliższego rozwoju (ang. zone of proximal development, skr. ZPD): poprzez interakcje społeczne i nadawanie rzeczom sensu ZPD stale się rozszerza i obejmuje nowe, coraz trudniejsze zadania.

Puentując, każdy etap rozwoju, również językowego, ma swój czas i miejsce, i nie można go przeskoczyć.

P. Picasso, Byk, 1945–1946

Dodaj komentarz