Mój rok w Barcelonie i dalsze plany. Czy było warto?

Ya tengo seis tatuajes
Debajo del traje por siete motivos
Soy una potra salvaje
Que va de viaje a lo desconocido

– Isabel Aaiún, Potra salvaje

Minął rok, odkąd zakończyłem pracę na etacie. Przez ten czas sporo się w moim życiu wydarzyło. Przeprowadziłem się do innego miasta, poznałem nowe osoby, zdobyłem dodatkowe doświadczenie w obszarach, w których do tej pory praktycznie go nie miałem i, przede wszystkim, skończyłem studia lingwistyczne, otrzymując (trzeci już) tytuł magistra. To dobry moment, aby zebrać key takeaways i opisać planowane next steps. Postaram się zrobić to krótko, ale obawiam się, że nie będzie to typowy exec sum.

Czy decyzja o odejściu była słuszna?

Sądzę, że tego typu wybory należy oceniać z punktu widzenia sytuacji, w której dana osoba znajduje się w danym momencie (inaczej popełnia się błąd poznawczy związany z wykorzystaniem informacji, które nie były dostępne w analizowanym okresie, czyli tzw. look-ahead bias). Gdybym miał opisać swoje uczucia sprzed roku jednym przymiotnikiem, głównym kandydatem byłby ‘kafkaesque’. Od wywodzącego się z łaciny słowa ‘transformacja’, którego często używa się w korporacyjnym świecie, bliższy był mi jego grecki odpowiednik ‘metamorfoza’, użyty w angielskim tłumaczeniu tytułu jednego z opowiadań pisarza z Pragi.

Przychodzi mi również na myśl spotkanie otwarte z Piotrem Voelkelem, w którym miałem okazję uczestniczyć lata temu, jako student pierwszego roku SGH. Biznesmen użył wtedy metafory klepsydry. Zamiast standardowego motywu memento mori nawiązał jednak do stanu marazmu, sytuacji życiowego zastoju, w której czujemy się tak, jakby cały piasek z górnej części zegara przesypał się już do tej dolnej. – W takich chwilach należy chwycić klepsydrę i obrócić ją o 180 stopni – starał się zainspirować zgromadzonych w auli głównej studentów Voelkel.

Jak opowiada w jednym z wywiadów mołdawska piosenkarka Irina Rimes, zmiana może być wartością samą w sobie, bez której nie jesteśmy w stanie normalnie funkcjonować. – To zależy od tego, na jakim etapie życia jesteś i czego szukasz – zauważa artystka. Myślę, że podobnie było w moim przypadku. Jaką formę przybierze obraz z kalejdoskopu po przemieszaniu się szkiełek? Jak śpiewał Bohdan Łazuka, „okaże się”.

Uśmiechów, radości,
Kłopotów czy żalu
Czego będzie więcej?

– Bohdan Łazuka, „Tajemnica mundialu”

Jak się żyje w Barcelonie?

Choć przy wyborze destynacji kierowałem się głównie ofertą dydaktyczną uczelni, stolica Katalonii zrobiła na mnie spore wrażenie (a, jako że wcześniej studiowałem już rok we Florencji, poprzeczkę miałem zawieszoną dość wysoko). Barcelona jak mało które miasto przyciąga swoim dynamizmem i wielokulturowością. Na ulicach można spotkać doskonale zintegrowanych mieszkańców praktycznie wszystkich narodowości, od Latynosów po Azjatów, a lokalne bary, oprócz typowo hiszpańskich tapas, oferują przysmaki kuchni przeróżnych krajów, z których pochodzą tutejsze imigrantki.

Jest to też miasto niezwykle spójne, zarówno geograficznie, jak i społecznie, z bogatymi lokalnymi tradycjami (jak choćby Castellers czy Correfocs), które jednoczą ludność poszczególnych dzielnic. Z gęstością zaludnienia na poziomie prawie 16 tys. os. / km2 Barcelona ustępuje w Europie jedynie Paryżowi i Atenom, co przekłada się na zrównoważony rozwój i niemal perfekcyjne skomunikowanie ze sobą różnych części miasta. W skrócie, Jacek Laskowski mógłby powiedzieć, że jest to miasto w „4B”: Barcelona, bares, barrios, bicicletas. Za każdym razem, kiedy przychodziły chwile zwątpienia, mówiłem do siebie w myślach głosem Claudio Ranieriego: „We are in Barcelona, man! Come on!”.

W zeszłym tygodniu na jednym z portali społecznościowych natknąłem się na opinię, że poziom życia w Polsce nie odbiega już w zasadzie od tego w Hiszpanii. Niestety, jeśli chodzi o kwestie takie jak: jakość usług publicznych, ład przestrzenny, dostęp do obiektów kultury, budowanie społeczności lokalnej oraz prawa mniejszości Warszawa wciąż jest daleko z tyłu za zachodem Europy. Na pocieszenie mogę jedynie powiedzieć, że ten dystans trochę się zmniejsza późną wiosną i w lecie, kiedy pod wpływem masowej turystyki miejsca takie jak Plaça de Catalunya czy La Barceloneta zamieniają się w istny jarmark.

„Przypomnij mi, co ty tam studiowałeś?”

Pełna nazwa kierunku to „Lingwistyka teoretyczna i stosowana”. Do tego jeszcze specjalność. Tu wybór padł na „Naukę i nauczanie języków”. Z dwóch powodów. Po pierwsze, przedmioty w ramach tej ścieżki jako jedne z nielicznych są realizowane po hiszpańsku (a nie po angielsku; moim celem był jak najczęstszy kontakt z tym pierwszym). Po drugie, zależało mi na zgłębieniu dziedzin i dyscyplin naukowych, takich jak: kognitywistyka, dydaktyka i pedagogika, które szczególnie mnie interesują.

Jakość studiów jest kolejną rzeczą, która mnie zaskoczyła (a, jako że wcześniej studiowałem w SGH, poprzeczkę miałem zawieszoną dość wysoko). Od razu rzuca się w oczy ich prawdziwie globalny charakter. Po Hiszpanach i Katalończykach najliczniejszymi grupami narodowymi są obywatelki Chin oraz Stanów Zjednoczonych. Przebywanie na co dzień w środowisku, gdzie praktycznie bez przerwy słyszy się trzy spośród sześciu oficjalnych języków ONZ było naprawdę stymulujące. Podobnie jak forma zajęć. Zaliczenia w formie zespołowych projektów naukowych, współpraca z wydziałowymi grupami badawczymi czy bazujący na wiedzy akademickiej feedback od profesorów to standardy, z którymi wcześniej raczej się nie spotkałem.

Na osobny punkt zasługuje statystyka. Często różne podmioty sektora prywatnego twierdzą, że stosują tzw. podejście oparte na hipotezach. W rzeczywistości rzadko wychodzą one poza podstawowe miary statystyki opisowej. Tymczasem dopiero wnioskowanie statystyczne, które bierze pod uwagę m.in. wielkość próby i zakłada dobór odpowiedniego do typu zmiennych modelu, pozwala na obiektywną weryfikację hipotez. Choć nie jest to szczególnie skomplikowana wiedza, po raz pierwszy zetknąłem się z jej wykorzystaniem w praktyce, mając do czynienia z procesami decyzyjnymi, które rutynowo operują pojęciami takimi jak ‘wartość p’ albo ‘zmienna kontrolna’.

Czym jeszcze się zajmowałem?

Pomiędzy październikiem a grudniem zeszłego roku napisałem 10 artykułów o nauce języków obcych. Zauważyłem, że pisanie daje mi poczucie kontroli i wolności związane ze swobodnym wyrażaniem własnych opinii i tworzeniem czegoś swojego. Parę osób pytało mnie, na ile moje wpisy bazują na wiedzy ze studiów. Mogę odpowiedzieć, że korzystałem głównie z innych źródeł, choć niektóre fragmenty rzeczywiście były inspirowane wykładami (jak te o Lewisie Carrollu albo elektropalatografii).

„Pisanie to jedyna rzecz, przy której wykonywaniu nie czuję, że powinnam robić coś innego.” – Gloria Steinem

Na przełomie 2023 i 2024 roku zacząłem też udzielać przez Internet lekcji hiszpańskiego. Możliwość pomocy innym, bycia dla kogoś źródłem informacji i autorytetem jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Jestem niesamowicie wdzięczny osobom, które zdecydowały się na zajęcia ze mną za to, że dały mi tę szansę. Samo opracowywanie lekcji, interakcja z ludźmi oraz obserwowanie ich postępów daje mi dużo satysfakcji.

Brałem też udział w dwóch konferencjach poliglotów. W marcu wystąpiłem w edycji online „Polyglot Gathering”, a w maju uczestniczyłem w „Polyglot Gathering” w Pradze. To właśnie w Czechach miałem okazję porozmawiać ze swoimi idolami: Davide z kanału Podcast Italiano i Leonardo z kanału Portuguese with Leo. Od ich materiałów i porad zaczynałem swoją przygodę z językami. Moją ulubioną prelekcją było z kolei wystąpienie Elisabeth Dörrer, która opowiadała o swojej pracy jako tłumaczka symultaniczna w strukturach Unii Europejskiej. Poznałem też wiele innych osób, z którymi dzielimy tę samą pasję. Wśród nich – grupę poliglotów z Barcelony. Było nas ponad trzydzieścioro, co czyni stolicę Katalonii najsilniej reprezentowanym miastem na konferencji.

Trabajo de Fin de Máster

Po hiszpańsku: Trabajo de Fin de Máster. Po katalońsku: Treball de Fi de Màster. Obu wariantom odpowiada trzyliterowy skrót: TFM (czyt. „te fe eme”). Akronim, który całą kalendarzową wiosnę spędzał mi sen z powiek. Swoją TFM, czyli pracę magisterską, pisałem w dziedzinie lingwistyki obliczeniowej (ang. computational linguistics). Poważnie rozważałem rozpoczęcie doktoratu i zostanie w Barcelonie na dłużej. Prowadzenie badań w obszarze przetwarzania języka naturalnego (skr. ang. NLP) i praca z dużymi modelami językowymi (skr. ang. LLM) budzi żywe zainteresowanie, nie tylko w świecie naukowym. Moja praca magisterska dotyczyła wykorzystania LLM do oceny spójności językowej w schizofrenii. Cieszyłem się, że znów mogę wziąć udział w projekcie z etykietą ‘win flash, ekscytowała mnie nauka języka programowania Python oraz możliwość zgłębienia problematyki zaburzeń psychicznych, którą dotychczas znałem jedynie z popularnonaukowych książek autorów takich jak: Gabor Maté, Viktor Frankl, Matt Haig.

Pisanie pracy dużo mnie nauczyło. Rozwinąłem swój warsztat naukowy, nauczyłem się podstaw programowania i analizy danych klinicznych. Jednak, zbliżając się do daty obrony, zacząłem zdawać sobie sprawę, że czegoś mi brakuje. Podejście ilościowe nie jest sposobem, w który ja sam postrzegam komunikację międzyludzką. Moja motywacja miała charakter czysto instrumentalny. Kierowałem się chęcią imponowania innym, robienia rzeczy, które budzą szacunek, ignorując swoje własne zainteresowania, przekonania i preferencje. Po raz kolejny zdawałem się wpadać w pułapkę, w którą już wcześniej wiele razy wpadłem.

Co dalej?

Jedną z najbardziej znanych współczesnych ekranizacji, których akcja dzieje się w Hiszpanii, jest film „Vicky Cristina Barcelona” w reżyserii Woody’ego Allena. Fabuła tej komedii opowiada historię dwóch młodych kobiet, które spędzają lato w Barcelonie, gdzie poznają lokalnego artystę. Produkcja kończy się komentarzem narratora o tym, że Vicky decyduje się wrócić do realiów związku małżeńskiego, a Cristina postanawia kontynuować swoje życiowe poszukiwania. Atmosferę rozczarowania potęgują słowa ścieżki dźwiękowej: „Mylisz się, nie możesz ciągle udawać, że świat jest czymś innym”.

Por qué tanto perderse
Tanto buscarse
Sin encontrarse

– Giulia y Los Tellarini, „Barcelona”

W pewnym sensie podzielam los bohaterek obrazu Allena. Wróciłem na jakiś czas do mojego rodzinnego miasta, Torunia. Cały czas udzielam lekcji hiszpańskiego. Zapisałem się też na podyplomowe studia interpretatorskie, więc co jakiś czas będę odwiedzał Warszawę. Moim celem jest zdanie w przyszłym roku unijnego egzaminu akredytacyjnego dla trzech języków: angielskiego, hiszpańskiego i włoskiego. Będzie to wyzwanie podobne do moich dawnych przygotowań do egzaminów CFA. Planuję też więcej pisać oraz tworzyć treści poświęcone nauce języków obcych, również w innych formatach niż tylko ten tekstowy. Mimo wszystko czuję się trochę jak Andre Agassi grający w challengerach w 1997 roku. Przypomina mi się cytat ze znakomitej autobiografii tenisisty, którą polecił mi znajomy konsultant z Włoch na wspólnym szkoleniu w Düsseldorfie:

Wysoki rangą urzędnik powiedział, że Agassi grający w challengerze jest jak Bruce Springsteen grający w barze na rogu. Co jest złego w tym, że Springsteen gra w barze na rogu? Myślę, że byłoby fajnie, gdyby Springsteen raz na jakiś czas zagrał w barze na rogu. – Andre Agassi, „Open” (tłum. własne)

Mam 27 lat. Według danych GUS moje życie będzie trwało jeszcze 48 lat (przeciętnie i około). Wiem, co chcę robić przez następny rok. La strada è ancora là. Patrzę na klepsydrę i widzę, jak ziarna piasku powoli przesypują się z góry na dół. Być może w pewnym momencie przestaną. Wtedy zwyczajnie chwycę klepsydrę i znów ją obrócę.

Dodaj komentarz