“Content is king, context is god”. Jak uczyć się słownictwa?

Możesz zapamiętać każdą nową informację, jeśli jest ona powiązana z czymś, co już wiesz lub pamiętasz.
— Harry Lorayne

Frazę z tytułu ukuł kontrowersyjny przedsiębiorca i influencer, Gary Vaynerchuk. Przywołuję ją, bo dobrze pasuje do nauki języków. Content to nic innego jak treści (comprehensible input), które słuchamy i czytamy. Z kolei context można zdefiniować jako wszystkie językowe i pozajęzykowe elementy tworzące ramę do właściwej interpretacji tych treści.

Nauka w kontekście wzmacnia i nadaje wyraz umiejętnościom językowym. Kató Lomb, węgierska tłumaczka symultaniczna i słynna poliglotka, w swojej książce Polyglot: How I Learn Languages, przywołuje arcyciekawą etymologię tego słowa [tłum. własne]:

Context to słowo wywodzące się z łaciny, które oznacza spleciony materiał […] Warto o tym wspomnieć, ponieważ tekst jest zawsze tkaniną. Można wyjąć z niego pojedyncze słowa lub frazy, ale w izolacji będą one znaczyły tyle, co pojedyncze włókno mówi o materiale, który tworzy. Pasma przeplatają się i wzmacniają, poprzez co dają tkaninie jej kolor, fakturę i wytrzymałość.

Context & co-text

Kontekst najczęściej rozumie się jako tekst towarzyszący: możemy wydedukować znaczenie nieznanego terminu dzięki słowom, które go otaczają. Właśnie w taki sposób najczęściej poszerzamy słownictwo w rodzimym języku. Frederick Bodmer w niezwykle interesującej książce The Loom of Language zauważa, że ten sam proces można z powodzeniem wykorzystać do nauki języka obcego (swoją drogą, rzeczownik «loom» w tytule książki Bodmera oznacza właśnie krosno tkackie!) [tłum. własne]:

Kiedy czytamy thrillery czy powieści historyczne, ciągle trafiamy na nieznane określenia oznaczające dawne części garderoby czy nazwy potraw. Spotykamy  groźnie wyglądające terminy architektoniczne i wyrażenia ze slangu żeglarskiego, rolniczego oraz militarnego.  Nieznajomość ich dokładnych definicji nam nie przeszkadza. Nie trzymamy przy łóżku słownika i sporadycznie dopytujemy o nie znajomych. Po tym jak spotkaliśmy po raz pierwszy dane słowo, zwracamy na nie uwagę, kiedy w toku lektury pojawia się ponownie. Wcześniej czy później kontekst odkryje przed nami znaczenie. […] W ten sam sposób możemy nabyć wiedzę o języku obcym. […] Męczenie się z każdym nowym słowem, strona po stronie jest startą czasu i niszczy radość, której dostarcza nam śledzenie fabuły. […]

Jednak kontekst to nie tylko słowa. Jak za chwilę zobaczymy:

  • może go nam dostarczyć gramatyka,
  • może być wizualny,
  • a nawet możemy go „upleść” sami.

W językowej krainie czarów

Lewis Carroll, autor dobrze znanej Alicji w krainie czarów należał do pisarzy żywo zainteresowanych językiem: wnikając w jego logikę, potrafił odkryć uniwersalne, choć niewidoczne na pierwszy rzut oka znaczenia.

Na marginesie: moim ulubionym przykładem takiej gry słownej u Lewisa jest rozmowa Alicji z Szalonym Kapelusznikiem [tłum. A. Marianowicz]:

– Nalej sobie więcej herbaty. […]
– Jeszcze w ogóle nie piłam. […] Trudno więc, abym nalała sobie więcej.
– Chciałaś powiedzieć, że trudno, abyś nalała sobie mniej. […]

Jednym z najczęściej analizowanych przez lingwistów fragmentów twórczości Carrolla jest wiersz o tajemniczo brzmiącym tytule Jaberwocky, którego niełatwego tłumaczenia na język polski podjął się niezastąpiony Stanisław Barańczak:

Dziaberliada

Brzdęśniało już; ślimonne prztowie
Wyrło i warło się w gulbieży;
Zmimszałe ćwiły borogowie
I rcie grdypały z mrzerzy.

Utwór jest demonstracją siły kontekstu, który w tym przypadku zapewnia gramatyka (morfologia, czyli formy wyrazowe i składnia, czyli budowa zdań): dzięki typowym dla języka polskiego końcówkom i połączeniom z nieodmiennymi częściami mowy (już, i, w, z) jesteśmy w stanie rozpoznać rzeczowniki, przymiotniki i czasowniki oraz wskazać ogólny sens Dziaberliady (którym jest żywiołowy opis sytuacji). A to wszystko bez znajomości ani jednego „słówka”!

Więcej niż tysiąc słów

Włoski glottodydaktyk Paulo Balboni wskazuje, że zapamiętujemy tylko 10% tego, co widzimy, 20% tego co słyszymy i aż 50% tego, co jednocześnie widzimy i słyszymy. Włącznie obrazów i mowy ciała, operowanie mimiką i intonacją oraz przeplatanie różnych modalności jest więc bardzo skuteczną strategią nauki. A to dlatego, że ludzka komunikacja jest w przeważającej części multimodalna: choćby zwykła prognoza pogody to połączenie nie tylko słowa pisanego i mówionego, ale też scenografii, gestów prezentera oraz szeregu specyficznych oznaczeń i symboli.

Multimodalność ma ewolucyjne uzasadnienie: S. C. Levinson i J. Holler dowodzą, że mowa i gest rozwinęły się jako jeden system. Jak zauważają, rozmawiając przez telefon zdarza nam się gestykulować, mimo że nasza odbiorczyni tego nie śledzi. Gestykulują też osoby niewidome od urodzenia, pomimo że nigdy nie widziały żadnego gestu.

Gra w skojarzenia

Do tej pory mówiliśmy o nauce w sposób całościowy. Dzięki kontekstowi rozwijamy nasze słownictwo w sposób organiczny, podobny do tego, jak wprawny rolnik uprawia pole: wszystkie grządki rosną równomiernie, nawet jeśli przyrosty z dnia na dzień nie są dostrzegalne gołym okiem.  A co jeśli zależy nam na tej jednej główce kapusty, która nie rozwija się tak, jak byśmy chcieli? Wtedy potrzebujemy sztucznego nawozu, którym są asocjacje.

Mnemotechnika asocjacji była i jest wykorzystywana przez wielu poliglotów. Używa jej między innymi przywołana wcześniej Kató Lomb czy inny pasjonat języków, Irlandczyk Benny Lewis. Jak wskazuje ten drugi, zastosowanie asocjacji w nauce języków po raz pierwszy dokładnie opisał legendarny magik i mnemonista Harry Lorayne w głośnej w latach siedemdziesiątych The Memory Book.

Według Lorayne’a zapamiętanie nowego słowa poprzez technikę asocjacji można sprowadzić do trzech elementów:

  1. Po pierwsze, należy znaleźć słowo bądź frazę zastępczą (ang. substitute word) w języku rodzimym. Słowo zastępcze powinno spełniać dwa warunki: powinno być namacalne, tak abyśmy mogli je sobie wyobrazić w myślach oraz powinno mieć brzmienie podobne do naszego nowego wyrazu w języku obcym.
  2. Po drugie, należy stworzyć połączenie (ang. link) pomiędzy słowem zastępczym a tłumaczeniem wyrazu w języku obcym na język rodzimy. Aby ułatwić zapamiętywanie, połączenie powinno być śmieszne, nieprawdopodobne bądź absurdalne. W tym celu może wykorzystywać odwrócenie ról, zmianę proporcji czy dynamizm.
  3. Po trzecie, należy zobrazować sobie w myślach to połączenie mentalne, tak jakbyśmy robili jemu zdjęcie. Wizualizacja może trwać zaledwie ułamek sekundy, ale „kadr” powinien być czytelny i jednoznaczny.

Zastosowanie asocjacji w praktyce dobrze obrazuje przykład z książki Lorayne’a [tłum. własne]:

[…] w Portugalii mają przepyszne małże, a ja uwielbiam małże. W pierwszej restauracji do której poszedłem, dowiedziałem się, że po portugalsku małże to ‘amejues’, co wymawia się ah-mezz-you-iz. Od razu wyobraziłem sobie [wizualizacja] jak zbliża się do mnie gigantyczny, brudny i ociekający błotem małż [połączenie], a ja zwracam się do niego: “What a mess you is!” [słowo zastępcze]

Zdanie to za mało

W praktyce dydaktycznej zastosowanie kontekstu często rozumie się jako zbudowanie przykładowego zdania z użyciem danego słowa. Jednak to tak jakby kilkukrotnie przewlec nić przez materiał: w ten sposób nie uzyska się regularnego ściegu. Aby splot był naprawdę silny, potrzebne jest zrozumienie okoliczności czy konwencji społecznej, w jakiej to słowo jest używane oraz intencji i sentymentu, które towarzyszą danej sytuacji.

Ciekawostka: zdanie Colorless green ideas sleep furiously zostało użyte przez Noama Chomsky’ego jako przykład, który jest poprawny składniowo, lecz semantycznie bezsensowny. W artykule na Wikipedii istnieje jednak cała sekcja poświęcona próbom wyjaśnienia znaczenia tego zdania poprzez dodanie do niego szerszego kontekstu.

Dodaj komentarz