Artykuł powstał na podstawie pracy zaliczeniowej autora z przedmiotu Procesos de aprendizaje de lenguas w ramach studiów magisterskich na UPF w Barcelonie.
Wiele osób zastanawia się, na jakie zajęcia z języka obcego się zapisać. Kiedy patrzę na ogłoszenia różnych szkół i indywidualnych tutorów, dwa elementy wydają się być najczęściej promowane: przełamywanie bariery językowej i właśnie native speakerzy. Zdrowy rozsądek podpowiada nam nawet, że obie te rzeczy idą w parze: „jeśli zapiszę się na zajęcia z nativem, to będę musiała mówić, aż w końcu się odblokuję i raz na zawsze przełamię barierę językową”.
Pamiętam jak byłem w gimnazjum i kilku moich kolegów i koleżanek z klasy chwaliło się, że chodzi na dodatkowe lekcje z angielskiego z nativem. Pamiętam, że nie do końca wiedziałem, co to słowo oznacza, ale po sposobie w jaki o tym mówili wywnioskowałem, że to musi być coś dobrego. Czy lektorzy i lektorki natywne rzeczywiście są lepsze od lektorów nienatywnych? Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Zacznijmy od zalet native speakerów.
Po pierwsze, standardowa wymowa. Język, którym posługują się native speakerzy jest uważany za bardziej autentyczny. Jeśli później będziemy chcieli komunikować się z innymi native speakerami, to możemy być pewni, że będą oni mówić z podobnym akcentem do naszego lektora (oczywiście w grę wchodzą jeszcze różne warianty językowe, jak np. British English albo castellano rioplatense).
Po drugie, native speakerzy posługują się językiem w sposób bardziej spontaniczny. Lepiej znają różne niuanse kulturowe i wiedzą nie tylko, co oznacza dane wyrażenie, ale również w jakich sytuacjach brzmi ono najbardziej naturalnie.
Po trzecie, input. Z reguły native speakerzy mówią więcej, posługują się językiem bez ograniczeń i mniej się krępują, co pomaga nam rozwinąć umiejętności rozumienia, które są kluczowe w nauce języków obcych.
Po czwarte, brak hierarchiczności. Ucząc się z native speakerem jesteśmy po prostu obywatelem jednego kraju, który korzysta z pomocy obywatela innego kraju. Jest to bardziej partnerska relacja niż sytuacja, w której czujemy, że nasz nauczyciel jest od nas „wyższy rangą”. Jak zauważa Kató Lomb, zazwyczaj to obcokrajowcy okazują więcej wdzięczności i nie zważają na nasze potknięcia, podczas gdy rodacy znacznie częściej koncentrują się na błędach, starając się udowodnić swoją wyższość.
Teraz przejdźmy do zalet nierodzimych użytkowników języka.
Po pierwsze, taka osoba może być dla nas inspiracją i przykładam, że da się. Nie otrzymała niczego za darmo, do wszystkiego doszła dzięki własnej determinacja. Też zaczynała od zera. Skoro jej się udało, dlaczego nie miałoby się udać Tobie. Michael Lewis wskazuje, że nauczyciele języków mogą pełnić wiele dodatkowych ról. Są oni dla nas nie tylko edukatorami, instruktorami, źródłem informacji i zasobem wiedzy, ale często również: motywatorami, organizatorami, doradcami czy właśnie role modelami.
Po drugie, w analogiczny sposób, lektorzy nienatywni mogą pełnić funkcję przewodników. Nauka języków obcych to często podróż w nieznane. W ramach tej podróży musimy pokonać dystans, który dzieli nasz język ojczysty od języka, którego chcemy się nauczyć. Warto więc skorzystać z pomocy kogoś, kto wcześniej przebył tę samą drogę i może podzielić się z nami swoją perspektywą i doświadczeniem. Każda narodowość mierzy się z innymi wyzwaniami, czego najlepszym dowodem są prace Otto Jespersena, jednego z najwybitniejszych językoznawców XIX i XX wieku, który dokonał klasyfikacji błędów popełnianych w języku angielskim według narodowości.
Po trzecie, osoby, które nie są native speakerami mają zazwyczaj większą wiedzę teoretyczną na temat języka obcego. Przykładowo, mówiąc po polsku od dziecka, rzadko analizujemy nasz własny język. Nie zastanawiamy się, kiedy używamy poszczególnych przypadków i, o ile się do tego specjalnie nie przygotujemy, nie wiemy, jak ich uczyć. Osoby nienatywne musiały w mniejszym lub większym stopniu zdobyć tę wiedzę w trakcie swojego życia.
Po czwarte, z osobami pochodzącymi z tego samego kraju co do zasady łatwiej jest się dogadać w kwestiach formalnych i technicznych, ponieważ lepiej znają one lokalne procedury, systemy i instytucje (edukacyjne i nie tylko).
Tak to wygląda na papierze, ale są dwa ważne zastrzeżenia.
Pierwsze zastrzeżenia jest takie, że nie są to reguły uniwersalne. Na przykład wymowa nierodzimych użytkowników może do złudzenia przypominać wymowę native speakerów. Niektórzy są w stanie na tyle dobrze poznać obcą kulturę, że stają się jej wybitnymi przedstawicielami. Dobrym przykładem jest Joseph Conrad, który, choć pochodzi z Polski, jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli literatury anglosaskiej. Analogicznie native speakerzy mogą zdobyć wiedzę teoretyczną na temat swojego języka i stać się prawdziwą inspiracją dla swoich uczniów.
Tak dochodzimy do drugiego zastrzeżenia. Nauczycieli charakteryzuje nie tylko kraj, z którego pochodzą, ale również wiele innych cech. Ważna są kompetencje, ale także osobowość: charyzma, empatia i bycie osobą godną zaufania, oraz umiejętności miękkie: efektywne zarządzanie czasem, umiejętność doboru materiałów, projektowania sekwencji dydaktycznych i jasnej prezentacji wiedzy. Oprócz tych elementów są jeszcze dwa, które moim zdaniem często decydują o tym, czy dany nauczyciel jest dobry, czy zły. Po pierwsze, liczba języków (obcych bądź nie), które nauczyciel dzieli z uczniem. Im więcej ich jest tym jest, tym więcej jest punktów zaczepienia, do których oboje mogą się odnieść w trakcie lekcji. Po drugie, warto zadać pytanie, czy nasz potencjalny lektor nauczył się przynajmniej jednego języka już jako osoba dorosła. W przypadku nauki języków obcych skuteczność jest bardzo ważna. Najlepszą metodą sprawdzenia, czy dane podejście działa, jest wypróbowanie go na własnej skórze. Nauczyciel, który posługuje się wyłącznie językami, których nauczył się w dzieciństwie lub przez kilkanaście w szkole, nie ma takiego samego poczucia skuteczności jak ten, który nauczył się dodatkowego języka w swoim własnym zakresie i w wyniku własnej motywacji.
Ktoś mógłby powiedzieć: „W w takim razie załóżmy, że dwoje nauczycieli ma dokładnie takie same cechy, tylko jeden z nich jest nativem, a drugi nie. Który będzie lepszy?” Taka zasada w ekonomii nosi nazwę ceteris paribus: zakładamy, że inne czynniki są niezmienione, aby móc określić wpływ czynnika, który nas interesuje. Problem z tym podejściem jest taki, że jest mało praktyczne. Każdy nauczyciel jest inny, podobnie jak każdy uczeń jest inny. Ten sam nauczyciel może odpowiadać jednemu uczniowi, a niekoniecznie odpowiadać drugiemu. Czynników, które musielibyśmy uznać za stałe jest po prostu zbyt wiele.
W ten sposób docieramy do sedna sprawy.
Być może zamiast pytać „Czy mój nauczyciel powinien być native speakerem?”, powinniśmy zadać sobie inne pytania:
- „Jaki nauczyciel będzie dla mnie najlepszy?”,
- „Jakie umiejętności chcę doskonalić?”,
- „W jaki sposób chcę, aby nauczyciel pomógł mi osiągnąć cele, które sobie wyznaczyłam?”
Lingwista Robert Phillipson ukuł termin ‘native speaker fallacy’, który odnosi się do jego zdaniem błędnego i szkodliwego społecznie przekonania, że rodzimi użytkownicy języka są lepsi. Jak pisze: „Nauczycielem człowiek się staje, a nie rodzi”. Odrzucenie native speaker fallacy nie oznacza wcale stwierdzenia, że to nierodzimi użytkownicy języka są lepsi, tylko świadome podjęcie decyzji na podstawie tych czynników, które rzeczywiście są dla nas ważne.
Ten artykuł jest dostępny również w formie video (poniżej).