Pewnie widziałaś filmy, które mówią o tzw. sekrecie poliglotów. Wystarczy tylko, że klikniesz w link, zapiszesz się do newslettera albo weźmiesz udział w darmowym webinarze, a języki obce będą stać przed Tobą otworem. Z ciekawości obejrzałem kilka takich materiałów i muszę stwierdzić, że zazwyczaj ich jakość jest niska. Najczęściej podają one garść porad, które w najlepszym wypadku nie łączą się w całość i dalej nie wiesz, co masz robić (oprócz tego, że każą Ci się zapisać na ten nieszczęsny webinar). Uważam, że możesz lepiej spożytkować swój czas.
Rzeczywistość nie jest tak kolorowa, jak przedstawiają to reklamy, ale rzeczywiście jest jedna rzecz, która odróżnia poliglotów od innych osób. Poznałem wiele takich osób i muszę stwierdzić, że rzeczywiście jest coś, co ich łączy i odróżnia od przeciętnych zjadaczy chleba.
Opowiem Wam o mojej historii, a potem o jednej rzeczy, która według mnie może aspirować do miana mitycznego sekretu poliglotów, o którym mowa w tytule.
Znam 8 języków obcych na różnym poziomie zaawansowania. W trzech mówię płynnie, w kolejnych 2-3 swobodnie się porozumiewam i w kolejnych 3-4 potrafię się dogadać, choć moje umiejętności są bardziej pasywne (tzn. głównie czytam w nich książki i słucham piosenek albo podcastów). Mogę więc o sobie powiedzieć, że jestem poliglotą, choć szczerze mówiąc nie lubię tej etykiety.
Uważam, że stawanie się poliglotą to proces. To raczej to, co robisz niż to, kim jesteś. Nie ma momentu, w którym możesz o sobie powiedzieć: „Teraz jestem poliglotą, a jeszcze przed chwilą nim nie byłem.” W środowisku poliglotów często mówi się, że nauka języków to maraton, a nie sprint. Zgadzam się z tym, choć w ramach tego maratonu również są szybsze i wolniejsze odcinki. Takie, w których czujesz wiatr we włosach i takie, w których łapiesz zadyszkę.
U mnie było to tak, że o latach formalnej edukacji, dobrze znałem angielski i hiszpański. Potem w 2017 roku zdecydowałem się spróbować swoich sił z portugalskim. Pamiętam, że był to dla mnie bardzo ambitny cel (czwarty język, wow). Ponieważ jest on podobny do hiszpańskiego, udało mi się go dość szybko nauczyć, a potem mówić w nim podczas wymiany w Portugalii, wzrosła moja pewność siebie i chęci do nauki kolejnych języków. Potem znowu wykorzystałem ten sam mechanizm. Opanowałem włoski, wyjechałem na wymianę i cieszyłem się możliwościami, które daje znajomość języków. Jeszcze w Portugalii rozmawiałem z koleżanką z Wielkiej Brytanii:
– Tobie łatwiej jest mówić po portugalsku, bo jest on bardziej podobny do angielskiego niż polskiego – droczyłem się
– Więc dlaczego nie nauczysz się rosyjskiego? Będzie ci łatwiej – odpowiedziała.
Więc nauczyłem się rosyjskiego. Potem przyszła kwarantanna. Jak chyba wszyscy, nudziłem się i nie miałem, co robić, więc zabijałem czas ucząc się francuskiego i niemieckiego. Wreszcie zapragnąłem egzotyki i zmierzyłem się z chińskim, a ponieważ była to dla mnie przegrana bitwa (choć nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa), to sięgnąłem po nisko wiszący owoc, czyli rumuński.
Jak widzicie nie jest to więc ani kwestia talentu, ani żadnych sekretnych metod. Nie wierzę w predyspozycje językowe. Poligloci nie mają ani lepszej pamięci, ani więcej wolnego czasu. To raczej kwestia wewnętrznej ciekawości i wykorzystania zdobytego doświadczenia.
A metody? Metody oczywiście pomagają. Z biegiem czasu odkrywamy, które nam najlepiej służą i jak z nich korzystać. Odchodzimy od behawiorystycznych metod, takich jak gramatyczno-tłumaczeniowa i audiolingwalna na rzecz tych bardziej aktualnych. Stosujemy podejście naturalne, rozpoznajemy kognaty, wykorzystujemy kontekst, mamy więcej punktów odniesienia do tworzenia asocjacji. Jednak są to raczej elementy ‘warsztatu’ niż coś co można nazwać ‘sekretem’.
Jeśli jednak istnieje taka językowa „Komnata tajemnic” to pozwólcie, że właśnie ją przed Wami otworzę. Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że poligloci mają dobrze „zmapowane” różne języki, wiedzą, na jakie pułapki muszą uważać, są świadomi podobieństw i różnic między językami, i potrafią wykorzystać synergie, które z tego wynikają. A to z kolei daje poczucie własnej skuteczności i gotowość do podejmowania nowych wyzwań. W efekcie krąg się zamyka. Jak mówi Steve Kaufmann: „im więcej znasz języków, tym łatwiej Ci się w nich mówi”.
Jak mówił chiński filozof, Laozi: „Nawet najdalszą podróż zaczyna się od pierwszego kroku”. Sekretem jest więc samo wejście w ten krąg. Z otwartym umysłem, który pozwoli nam zachować pozytywne nastawienie i cieszyć się z postępów, które sprawią, że będziemy chcieli jeszcze.
Ten artykuł jest dostępny również w formie video (poniżej).